Antylopa mhor, żyrafa, zebra, struś afrykański, adaks, marabut i inni przedstawiciele afrykańskiej fauny zostali uwiecznieni w dębowym drewnie. Dziesięć monumentalnych totemów, każdy o wysokości trzech metrów i średnicy około 20 centymetrów, to najnowsza realizacja Radosława Michalczuka.
Artysta wykonał je na zamówienie łódzkiego zoo, które zwróciło uwagę na jego twórczość, przeglądając zdjęcia rzeźb publikowane na jego fanpage’u. Zanim prace trafiły do miejsca docelowego, gdzie staną przy wybiegach, mieszkańcy i goście Zaborka mieli okazję przyjrzeć się im z bliska. Kilkudniowa wystawa była nie tylko prezentacją gotowych dzieł, ale również okazją, by zobaczyć, jak wiele pracy i cierpliwości wymaga zamienienie surowego kawałka drewna w figurę, która przyciąga wzrok i pozwala dostrzec charakter przedstawionego zwierzęcia.
Od pomysłu do własnej formy
Zamawiający miał własną wizję projektu, jednak Michalczuk nie zdecydował się na jej dosłowne odtworzenie. Zaproponował zmiany, które pozwoliły mu nadać rzeźbom formę bliższą własnemu wyczuciu artystycznemu. Nowa koncepcja spodobała się zleceniodawcom.
Mieli swój projekt, ale nie do końca odpowiadała mi zaproponowana forma. Wprowadziłem zmiany i ostatecznie się spodobało. Są zadowoleni
- opowiada rzeźbiarz.
Rzeźby wykonano z dębu, drewna cenionego za trwałość i wyrazistą strukturę.
Mają stanąć na zewnątrz, w pobliżu wybiegów dla zwierząt. Jak zakłada artysta, powinny przetrwać co najmniej sześć lat, ciesząc oko odwiedzających zoo. Najwięcej wysiłku wymagało jednak nie samo rzeźbienie, lecz przygotowanie materiału. Uzyskanie odpowiednich kawałków drewna o średnicy około 20 centymetrów i długości trzech metrów było czasochłonne i fizycznie wymagające.
Tak duże elementy trzeba było przez wiele godzin obrabiać, zanim można było rozpocząć właściwą pracę artystyczną. Samo rzeźbienie jednego totemu zajmowało około trzech dni. Przy dziesięciu pracach oznaczało to wiele godzin skupienia, precyzyjnych ruchów i konsekwentnego dopracowywania szczegółów.
Drewno od zawsze było mu bliskie
Mieszkający w okolicach Janowa Podlaskiego Radosław Michalczuk jest samoukiem, a jego artystyczna droga nie zaczęła się w szkole plastycznej. Zainteresowanie drewnem towarzyszyło mu od dzieciństwa. Duży wpływ na jego wrażliwość miał ojciec, który był stolarzem i wykonywał nietuzinkowe meble.
Od dziecka fascynowało mnie drewno. Miałem do niego duży szacunek. Z czasem, tak trochę przez przypadek, odkryłem w sobie talent. Spróbowałem i mnie wciągnęło
- wspomina.
Rzeźbienie szybko stało się dla niego czymś więcej niż sposobem spędzania czasu. Dawało możliwość odcięcia się od codziennego otoczenia, skupienia na jednym zadaniu i tworzenia czegoś własnymi rękami.
Skupiałem się na jednej rzeczy, robiłem coś całkiem sam i bardzo to lubiłem. Mogłem się spełnić, robiąc coś własnymi rękami i całym sobą. Nie dla kogoś, nie na zasadzie: przynieś, wynieś, pozamiataj, przytrzymaj... Po prostu robiłem coś swojego
- mówi.
W jego opowieści o rzeźbieniu szczególnie wyraźnie wybrzmiewa potrzeba samodzielności i satysfakcja płynąca z samego procesu tworzenia. Ważny jest również ślad, jaki pozostawia po sobie artysta.
Cieszy mnie, że coś po mnie zostanie. Jestem i będę w czyjejś pamięci, kiedy będzie spoglądał na moje prace, czy to na ścianie jako płaskorzeźby, czy gdzieś w otoczeniu przyrody. To jest fajne
- przyznaje.
Od portretów koni po postacie historyczne
Choć totemy dla łódzkiego zoo są jedną z większych realizacji Michalczuka, w jego dorobku nie brakuje prac o zupełnie innym charakterze. Artysta podejmuje się również zadań wymagających szczególnej precyzji, zwłaszcza gdy musi oddać rysy ludzkiej twarzy lub charakterystyczne cechy zwierzęcia. Jego rzeźby można znaleźć między innymi w Zamku Janów Podlaski.
Powstała tam kompozycja „rzeźba zakorzeniona” w obumarłym drzewie przedstawiająca postać Adama Naruszewicza. Jest również figura Leny Grochowskiej. Michalczuk wykonał również głowę klaczy Pianissima, która stała się szyldem hotelowej restauracji na zewnątrz.
Właśnie portrety i przedstawienia koni należą do szczególnie wymagających prac. Michalczuk przywiązuje dużą wagę do detali i jest perfekcjonistą w dopracowywaniu drobnych elementów. Jego umiejętności zostały docenione także podczas konkursowych zmagań. W 2016 roku zdobył drugą nagrodę na międzynarodowym plenerze rzeźbiarskim w Woskowicach.
Święty Hubert i kolejne plany
Niedawno rzeźbiarz ukończył figurkę świętego Huberta, przygotowaną dla znajomych myśliwych na uroczystość ich koła łowieckiego.
Pracowałem od rana do nocy, w pocie czoła, żeby zdążyć w terminie
- mówi o ostatnim zleceniu.
Teraz zamierza chwilę odpocząć i uzupełnić energię na kolejne projekty.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.