Niesamowita okazja czy genetyczna loteria?
W świecie hodowli koni czystej krwi arabskiej polskie aukcje uchodzą za wydarzenia prestiżowe. Podczas gdy na aukcji Pride of Poland oraz towarzyszącej jej Summer Sale zaprezentowanych zostanie łącznie 41 koni, oczy ekspertów i opinii publicznej zwrócone są na jedną, szczególną ofertę. Przedmiotem licytacji jest zarodek, którego rodzicami są utytułowani koóscy czempioni: wielokrotnie nagradzana między innymi w Paryżu i Pradze klacz Protekcja oraz ogier Fajer. Wraz z embrionem, jako swoisty bonus, zwycięzca licytacji otrzyma na własność klacz Fortunatkę, w której macicy zaimplementowano zarodek. Warto zaznaczyć, że nie jest to sytuacja całkowicie bezprecedensowa, ponieważ poprzednim razem do podobnej transakcji na polskiej aukcji doszło w 2019 roku, kiedy to zarodek sprzedano za kwotę 100 tysięcy euro.
Zwolennicy – to nowoczesna i powszechna praktyka
Organizatorzy wydarzenia oraz władze michałowskiej stadniny nie widzą w tej ofercie niczego zdrożnego. Jerzy Białobok, wiceprezes stadniny w Michałowie, cytowany przez "Rzeczpospolitą", odpiera zarzuty krytyków, zarzucając im brak wiedzy na temat nowoczesnych metod rozrodu.
– Nie jest to nic nietypowego. W czasie aukcji w niemieckim Akwizgranie, oprócz klaczy zazwyczaj można też licytować zarodki. Rozród z wykorzystaniem zarodków jest bardzo częstą praktyką w przypadku klaczy sportowych półkrwi. Celem jest nieprzerywanie kariery sportowej matki – tłumaczył Białobok w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Zwolennicy tej metody podkreślają również, że in vitro oraz embriotransfer są całkowicie legalnymi procedurami, oficjalnie dopuszczonymi i uregulowanymi przez Światową Organizację Konia Arabskiego (WAHO).
Głosy sprzeciwu – zagrożenie dla rasy i brak gwarancji
Mimo legalności procederu eksperci i byli hodowcy podnoszą szereg wątpliwości natury etycznej i genetycznej.
Maciej Grzechnik, były szef stadniny w Michałowie, w cytowanym przez "Rzeczpospolitą" artykule ostrzega przed nieuchronną utratą różnorodności genetycznej rasy. Zwraca uwagę, że komercyjne podejście obniża zapotrzebowanie na przeciętne klacze. Może to prowadzić do sytuacji patologicznych, w których na jednym pokazie rywalizuje ze sobą rodzeństwo urodzone w tym samym roku, pochodzące genetycznie od tej samej matki, ale urodzone przez różne klacze zastępcze.
Prof. Iwona Głażewska, specjalistka od genetyki populacji z Uniwersytetu Gdańskiego, w rozmowie z "Rzeczpospolitą" podważa z kolei sam sens tej procedury z punktu widzenia nabywcy. Jak zauważa, nikt nie może zagwarantować, że surogatka bezpiecznie donosi ciążę, urodzi zdrowe źrebię, a ono samo wyrośnie w przyszłości na kolejnego czempiona pokazów.
Prawa zwierząt a debata bioetyczna
Sprawa wywołała również szersze echa publicystyczne. Część komentatorów dostrzega w dyskusji o końskich embrionach uderzające podobieństwo do retoryki ruchów pro-life w kontekście ludzkiego in vitro. Zwracają oni uwagę na zjawisko, w którym obrońcy praw zwierząt z ogromną empatią i troską pochylają się nad losem końskiego zarodka i instrumentalnym traktowaniem surogatki, podczas gdy w debacie o ludzkim życiu bardzo zbliżone procedury medyczne często nie budzą aż tak silnych oporów. Jedno jest pewne, tegoroczna aukcja w Janowie Podlaskim, współorganizowana przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, przejdzie do historii nie tylko ze względu na licytowane kwoty, ale przede wszystkim z powodu ożywionej dyskusji o granicach ludzkiej ingerencji w naturę.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.