Pierwsza połowa to przewaga biało-zielonych. Nic nie wskazywało na to, że podopieczni Łukasza Kandory zejdą z parkietu w roli pokonanych. Po 30 minutach Bialczanie mieli trzy trafienia przewagi. Po 10 minutach drugiej części goście zdołali wyrównać, a nawet dwukrotnie prowadzić różnicą jednej bramki.
Gospodarze zaliczyli znakomity fragment od 43 do 46 minuty, kiedy to zdobyli pięć bramek z rzędu. Wygrywali 27:24. Niestety, końcówkę lepiej rozegrali goście. Jeszcze w ostatniej minucie Jakub Tarasiuk zdołał wyrównać, jednak ostatnie słowo należało do graczy z Gorzowa. Mateusz Stupiński wykorzystał rzut karny, zapewniając ekipie komplet punktów. AZS miał kilka sekund, by doprowadzić do rzutów karnych, ale sztuka nie powiodła się.
- Przegraliśmy wygrany mecz. Popełniliśmy masę błędów w ataku. Brakowało nam chłodnej głowy. Nasza gra w przewadze wołała o pomstę do nieba. Rywale przez 18 minut siedzieli na ławce, a my nie umieliśmy tego wykorzystać - mówi Łukasz Kandora, opiekun AZS-u.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.