Popchnął, przydusił i zadawał ciosy
Małżeństwem byli do kwietnia ub.r. Mowa o 50-letnim Leszku L. i jego byłej już żonie. Para po rozwodzie wciąż mieszkała w jednym domu w gminie Biała Podlaska.
Rozwód nie poprawił ich relacji, a wręcz przeciwnie. Świadczą o tym wydarzenia z 20 sierpnia ub.r. Jak ustalili śledczy, Leszek L. zwabił byłą żonę do garażu pod pretekstem uzgodnień w sprawie podziału majątku. Mężczyzna miał zajść ją od tyłu, popchnąć, a gdy ta upadła, przydusić lewą ręką do ziemi, a nożem w prawej dłoni zadać trzy ciosy w okolice klatki piersiowej i inne okolice ciała, powodując u pokrzywdzonej kilka ran, jednak głównie powierzchownych. 50-latek nie osiągnął celu ze względu na postawę obronną kobiety i pomoc udzieloną jej przez syna, który odciągnął napastnika od pokrzywdzonej.
- Pokrzywdzona z obrażeniami ciała trafiła pod opiekę lekarzy. Policjanci zatrzymali 50-latka, który jest byłym mężem kobiety. W chwili zatrzymania był nietrzeźwy. Badanie wykazało ponad 1,5 promila alkoholu w jego organizmie - informowała niedługo po zdarzeniu nadkom. Barbara Salczyńska-Pyrchla z Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej.
Nie tylko usiłowanie zabójstwa
Leszek L. trafił do aresztu, w którym przebywa do tej pory. Prokurator postawił mu zarzut usiłowania zabójstwa byłej żony, ale nie tylko. Ponadto 50-latek odpowiadał za znęcanie się psychiczne i fizycznie nad żoną. Według ustaleń śledczych, będąc pod wpływem alkoholu miał m.in. wszczynać bezpodstawne awantury, rzucać przedmiotami czy też uderzyć kobietę otwartą dłonią w twarz. Znęcanie się miało dotyczyć także trójki jego dzieci.
Do zarzucanych mu czynów Leszek L. się nie przyznał. Nie potrafił wyjaśnić prokuratorowi tego, co zaszło w garażu.
Linia obrony: zajmował się ubojem trzody chlewnej
Podczas procesu przed Sądem Okręgowym w Lublinie 50-latek konsekwentnie nie przyznawał się do usiłowania zabójstwa oraz popełnienia pozostałych z zarzuconych mu czynów.
- Linia obrony oskarżonego koncentrowała się na próbie wykazania, że gdyby rzeczywiście chciał byłą żonę zabić, to mógłby to z łatwością uczynić. A to, że nie doszło tragicznego skutku, dowodzi właśnie tego, że oskarżony nie chciał tego uczynić. Dlaczego? Dlatego, że oskarżony z zawodu jest masarzem, zajmował się ubojem trzody chlewnej, nawet kilkuset kilogramowych świń. Ta linia obrony zmierzała do wykazania, że kobieta o wadze kilkudziesięciu kilogramów nie była dla niego żadnym przeciwnikiem. Nie wchodząc w szczegóły sposobów uboju trzody chlewnej, w ocenie sądu czym innym jest ubój trzody czy rozbiór mięsa, a czym innym zaatakowanie człowieka, który podejmuje walkę o swoje życie. A trzeba pamiętać, że sprawca miał około 1,5 promila alkoholu we krwi, co też skuteczność jego działań na szczęście osłabiła - opisał później sędzia Łukasz Obłoza.
Zdenerwował się po rozmowie z kuratorką sądową
Wyrok zapadł w czwartek, 29 stycznia. Sąd uznał Leszka L. za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów, w tym usiłowania zabójstwa byłej żony, za co skazał go na karę dziesięciu lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności.
- Oskarżony w rozmowie z kuratorką sądową dowiedział się, że na następny dzień planowane jest posiedzenie sądowe w przedmiocie zarządzenia wykonania wobec niego kary pozbawienia wolności, a postępowanie zostało zainicjowane przez byłą żonę. Wzbudziło to w nim zdenerwowanie - ustalił sąd, co zreferował w czwartek sędzia Łukasz Obłoza.
Podczas ataku w garażu kobieta zdołała wytrącić nóż z ręki Leszka L., ale ten chwycił za kolejny. Matkę uratował syn, który obezwładnił 50-latka.
- Trudno zakwalifikować czyn oskarżonego inaczej, niż usiłowanie zabójstwa, biorąc pod uwagę: rodzaj użytych narzędzi, sposób zadawania ciosów, ich dynamikę i siłę, wymierzenie ciosów w okolice serca, determinację sprawcy. To wszystko dowodzi, iż zamiarem Leszka L. było spowodowanie śmierci, a nie przestraszenie byłej żony czy spowodowanie u niej drobnych obrażeń ciała - podkreślił sędzia.
W czwartek w sądzie na ogłoszeniu wyroku nie było ani prokuratora, ani oskarżonego oraz jego obrońcy. Wyrok nie jest prawomocny, co oznacza, że strony mogą wnosić od niego apelacje. Niezależnie od tego Leszek L. decyzją sądu pozostaje w areszcie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.