reklama

Spór o defibrylator. Zastępca wójta: "Co będzie, jak to pierdzielnie i kogoś zabije?"

Opublikowano:
Autor: Beata Malczuk

Spór o defibrylator. Zastępca wójta: "Co będzie, jak to pierdzielnie i kogoś zabije?" - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje bialskieSpór o bezpieczeństwo mieszkańców i turystów wybuchł w Radzie Gminy Kodeń po petycji dotyczącej montażu zewnętrznego defibrylatora (AED). Inicjatywa, która miała poprawić dostęp do pierwszej pomocy w nagłych przypadkach zatrzymania krążenia, stała się zarzewiem politycznego konfliktu między władzami gminy a opozycją.
reklama

Z wnioskiem do władz gminy wystąpił mieszkaniec Andrzej Burzyński. Jak podkreślał, kierowała nim troska o zdrowie i życie nie tylko mieszkańców, ale także licznych turystów oraz pielgrzymów odwiedzających miejscowe sanktuarium maryjne. Pomysł poparli radni Barbara Radecka i Dariusz Mackiewicz, należący do opozycji wobec wójta Jerzego Trocia. Oboje w poprzednich kampaniach rywalizowali z włodarzem o fotel wójta.   

Defibrylator z funduszu sołeckiego

Pomysłodawca, Andrzej Burzyński, wyjaśnił w rozmowie ze Wspólnotą, że pomysł zgłaszał jeszcze wcześniej, zanim złożył petycję.  

Na zebraniu wiejskim w Zahaciu dotyczącym przeznaczenia funduszu sołeckiego zaproponowałem zakup defibrylatora oraz sfinansowanie szkolenia z zakresu jego obsługi i udzielania pierwszej pomocy. Wójt Jerzy Troć od początku torpedował ten pomysł, mówiąc, że to pobożne życzenia, bo nawet w kodeńskiej bazylice takiego urządzenia nie ma – mówi Andrzej Burzyński. 

reklama

Po tej rozmowie zdecydował się złożyć petycję do rady gminy. Została odrzucona. 

- Najbardziej bolesne jest dla mnie to, że rada nawet nie pochyliła się nad samą ideą. W dużej mierze oparto się na tym, co mówił wójt i jego zastępca – podkreśla. 

Zastępca wójta: "Co będzie, jak to pierdzielnie i kogoś zabije?"  

Komisja Skarg i Wniosków istotnie odrzuciła petycję, argumentując, że rada gminy nie ma kompetencji do zobowiązania organu wykonawczego do zakupu urządzenia. Zastępca wójta Andrzej Krywicki tłumaczy, że decyzja miała charakter formalny, a nie merytoryczny. Rada gminy nie ma kompetencji, aby zobowiązać wójta do zakupu konkretnego urządzenia i wymuszać wydatkowanie pieniędzy z budżetu – zaznacza. 

Przyznaje jednak, że prywatnie odnosi się sceptycznie do tego pomysłu. Podczas posiedzenia komisji, które zostało nagrane i opublikowane w mediach społecznościowych, zastępca wójta wyrażał wątpliwości co do samej idei montażu defibrylatorów. Mówił o "modzie", powoływał się na badania, które nie potwierdzają skuteczności użycia tych urządzeń. Podnosił też kwestie bezpieczeństwa i odpowiedzialności w sytuacji, gdy osoba udzielająca pomocy zrobi to niewłaściwie i dojdzie do najgorszego. Kontrowersje i liczne komentarze wzbudziła wypowiedź Andrzeja Krywickiego, kiedy zapytał: "Co będzie, jak to pierdzielnie i kogoś zabije?".    

reklama

Nawet dzieci się tego uczą...

Wypowiedzi te spotkały się z ostrą reakcją opozycji. 

Dzieci w szkołach są uczone, jak udzielać pierwszej pomocy, a panie z rady mówiły na komisji, że nie wiedziałyby, jak użyć defibrylatora. Ich wiedza mocno odbiega od standardów, mówiąc łagodnie – komentuje radny Dariusz Mackiewicz. 

Podczas komisji usiłował tłumaczyć, że użycie defibrylatora jest proste, bo wystarczy słuchać instrukcji głosowej, ale to nie przekonało sceptyków. Druga strona podnosiła, że defibrylator jest na wyposażeniu OSP w Kodniu od lat i nikt nie przypomina sobie, aby został użyty. 

Względy personalne?

Do sprawy wraca także sam autor petycji. 

Rada rzeczywiście nie może zobowiązać wójta do zakupu urządzenia i w tym sensie zastępca wójta ma rację. Tyle że moja petycja miała zwrócić uwagę na problem i rozpocząć dyskusję o bezpieczeństwie. Trzeba się pochylić nad sensem rzeczywistym całej sprawy, a nie negować tylko dlatego, że to ja zgłosiłem potrzebę – podkreśla Burzyński. 

reklama

Uważa, że na sposobie podejścia do petycji mogły zaważyć względy personalne. 

Mam poczucie, że mój pomysł został odrzucony tylko dlatego, że jestem często krytyczny wobec władz gminy – mówi.

Jarosław Sobolewski, jeden z sołtysów nie ma wątpliwości, że takie urządzenie jest potrzebne w Kodniu odwiedzanym tłumnie przez pielgrzymów. Są to często, jak podkreśla, osoby chore, wszystko może się wydarzyć. A jeżeli chodzi o mieszkańców, to nawet gdyby w razie nagłego przypadku trzeba było jechać z kolonii czy z obrzeży miejscowości, żeby ratować czyjeś życie, to i tak będzie szybciej, niż dojedzie pogotowie. W Kodniu nie ma karetki.  

Co dalej?

Po tej całej burzy opozycja ma duży niesmak i jest zawiedziona postawą wójta i jego ludzi, jak też większości rady. Włodarze natomiast zdają się łagodzić krytyczny ton i nie twierdzą już, że do sprawy zakupu defibrylatora nie wrócą... Tym bardziej że sąsiednie samorządy montują defibrylatory i młodzi ludzie z MDP zbierają pod bazyliką pieniądze na ten cel.    

reklama

ROKITNO NA TAK

Tymczasem samorząd gminny w Rokitnie postarał się o pieniądze na trzy defibrylatory i są już montowane. Jacek Szewczuk, wójt gminy Rokitno: - Wszystkie defibrylatory będą w Rokitnie: w siedzibie OSP, w Szkole Podstawowej i trzeci w innym miejscu często odwiedzanym. Zastanawiamy się nad zakupem kolejnych do innych miejscowości. To jest bardzo dobre rozwiązanie i polecamy innym, mimo obaw. Zresztą nie słyszałem, aby gdziekolwiek stała się komuś krzywda, bo źle, niefachowo użyto tego urządzenia.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo